czwartek, 18 grudnia 2014

Rozdział 5

    "To był dziwny sobotni poranek. Dziwny to mało powiedziane. Nie codziennie dowiadujesz się, że chłopak, z którym się spotykałaś oraz jego brat, ... wampirami? Czy to w ogóle jest możliwe? Moje życie jest już wystarczająco skomplikowane, a teraz jeszcze to. Mimo tego, czego się dowiedziałam, nie wydaje mi siężeby któryś z braci mógłby mnie skrzywdzić, ale byłam taka zła, że nie powiedzieli mi prawdy. Chociaż przypominając sobie swoją reakcję, to się im nie dziwię. Najgorsze jest to, że naprawdę zależy mi na Stefanie i Damonie. Ale o tym później, bo zaraz przyjdzie Bonnie."

   Elena zamknęła pamiętnik i tak jak zwykle schowała go za obraz. Po powrocie od Salvatore'ów zadzwoniła do Bonnie, bo nie chciała spędzić tego popołudnia sama. Jenna wyszła gdzieś podczas jej nieobecności, a Jeremy jeszcze spał. Chciała o tym z kimś porozmawiać. Prawdopodobnie zostanie wyśmiana, ale komu ma o tym powiedzieć jak nie swojej najlepszej przyjaciółce? Wstała z łóżka i wyszła z pokoju, żeby poczekać na Bonnie w salonie. Zeszła w samą porę, bo ktoś zapukał do drzwi. Podeszła i pociągnęła za klamkę.
̶  Cześć Bonn!  ̶  powiedziała szczęśliwa, że ją widzi.
̶  Hej  ̶  odparła trochę zbita z tropu i weszła do środka.  ̶  Wszystko w porządku? Przez telefon brzmiałaś na trochę zdenerwowaną.
Elena przewróciła oczami i obie usiadły na dużej beżowej kanapie. Nie wiedziała od czego ma zacząć i czy w ogóle powinna o tym mówić. Podświadomość przekonywała ją, że nie powinna o tym nikomu mówić, przynajmniej narazie. Kto wie jak Bonnie zareagowałaby na taką informację, nie każdy przyjąłby to tak samo wyrozumiale jak Elena. 
̶  Czułam się dzisiaj trochę gorzej, nie chciałam być sama  ̶ odparła brunetka cały czas nerwowo stukając palcami o swoje kolano. Na jej słowa kąciki ust Bonnie powędrowały ku górze.
̶  Zawsze możesz na mnie liczyć. Na nas wszystkich  ̶  powiedziała i położyła dłoń na dłoni przyjaciółki, aby ją uspokoić. Nagle poczuła ogarniające ją zimno, a przed oczami pojawił jej się dziwny obraz. Nie widziała Eleny, która siedziała przed nią. Zobaczyła coś, co ją przeraziło,a po chwili obrazy zaczęły znikać w oddali i słyszała tylko przeraźliwy krzyk.
    Damon z hukiem otworzyły drzwi do swojej sypialni, w której siedziała szczupła blondynka. Była skulona na łóżku, na które padały promienie słońca. Siedziała w zacienionej części, bo każdy promień sprawiał jej ból. Wystarczyło, że wystawiła mały palec, a ten zaczynał piec, po czym zabierała go ze słońca i po krótkiej chwili nie było ani śladu urazu. Gdy zobaczyła starszego Salvatore'a zrobiła naburmuszoną minę, a jej prawa brew lekko powędrowała ku górze.
̶  Mogę już stąd wyjść?  ̶  zapytała z oburzeniem w głosie.
̶  Nie zauważyłaś, że słońce cię zabija? Wyjdziemy dopiero po zmroku  ̶  powiedział przewracając oczami. 
̶  To czemu ty możesz normalnie funkcjonować za dnia?  ̶  ledwo zadała pytanie, a Damon uniósł dłoń na której znajdował się duży, srebrny sygnet.
̶  To on mnie chroni. Znajdziemy jakąś wiedźmę i też ci taki zrobi, ale do tego czasu nie będziesz mogła wychodzić za dnia. Rozumiesz?  ̶  wyjaśnił i zapytał stanowczo, a Caroline pokiwała głową. Zrozumiała, że przez całe swoje życie nie wiedziała jakie tajemnice świat skrywa przed zwykłymi ludźmi. Jakaś jej część była tym zafascynowana, dopóki nie pomyślała o rodzicach. Mama, Liz, był szeryfem policji Mystic Falls, a ojciec mieszkał w jakimś małym miasteczku na drugim końcu kraju, którego nazwy nawet nie potrafiła sobie przypomnieć. Do rozwodu rodziców dogadywała się z matką jak i ojcem, później wszystko się zmieniło. Przestała być córeczką tatusia, bała się, że jeśli mama dowie się o tym czym teraz jest, odtrąci ją, ale teraz nawet nie mogła z nią porozmawiać, bo była uwięziona w posiadłości Salvatore'ów na jeszcze kilka godzin. Spojrzała w stronę okna, a słońce powoli zachodziło.
̶  Damon...  ̶  wypowiedziała jego imię z lekkim wahaniem w głosie.
̶  Tak?  ̶  obdarzył ją uśmiechem, ale tak naprawdę był już znudzony tą sytuacją, że też Stefan musiał stracić kontrolę akurat wtedy, gdy wrócili do Mystic Falls. Przez to musiał przemienić Forbes i teraz się nią zająć. Nie miał zamiaru zwracać uwagi na ich rasę, a młody wampir wcale tego nie ułatwia.
̶  Pomożesz mi przez to przejść?  ̶  zapytała licząc na to, że doświadczony wampir nauczy ją wszystkiego, aby mogła jakoś żyć między ludźmi.
Z ust Damona nie schodził uśmiech, kiwnął jedynie głową, po czym chwycił Caroline i w wampirzym tempie oboje przemieścili się do salonu, tak, aby na dziewczynę nie padł ani jeden promień zachodzącego już słońca.
̶  Pożyw się jeszcze, a potem wszystko ci wyjaśnię  ̶  powiedział wskazując palcem na ławę z ciemnego drewna, na której leżała torebka z krwią, a następnie napełnił dwie szklanki bourbonem. Oboje słyszeli Stefana, który znowu ostatkiem sił domagał się, żeby Damon go wypuścił, ale udawali, że tego nie słyszą. Brunet wziął łyka alkoholu, a drugą szklankę postawił przed Caroline, która oblizywała usta z krwi. Niepewnie wyciągnęła rękę w stronę trunku, ale i tak wzięła mały łyk, po czym mocno się skrzywiła.
̶  Przyzwyczaisz się, to zmniejsza pragnienie krwi. A jeśli nie lubisz kawy, to będziesz musiała, bo dzięki niej nie jesteśmy aż tacy zimni.
̶  Jak narazie wampiryzm ma dla mnie same minusy  ̶  westchnęła z wciąż skrzywioną miną.
̶  Nie martw się, w nocy się zabawimy  ̶  powiedział unosząc brwi do góry, a na samą myśl uśmiechnął się ukazując wszystkie zęby.
    ̶  Bonnie! Bonnie! Obudź się!  ̶  Elena krzyczała do przyjaciółki i lekko nią potrząsnęła. Nie wiedziała, co się z nią stało. Nagle stała się nieobecna, jakby straciła kontakt z rzeczywistością, później z nosa zaczęła jej lecieć strużka krwi. Już miała chwycić za telefon, żeby zadzwonić po karetkę, ale nagle Bonnie wzięła głęboki oddech i gwałtownie się podniosła. Na jej twarzy był wymalowany niepokój i przerażenie.
̶  Co się stało?  ̶  zapytała przerażona, a dłonią wytarła czerwoną ciecz spływającą po jej ustach.
̶  Nie mam pojęcia. Rozmawiałyśmy, a w pewnym momencie ty się wyłączyłaś, później zemdlałaś, ale wyglądałaś jakbyś zobaczyła ducha.
Przed oczami dziewczyny ponownie stanął obraz, który przed chwilą jej się ukazał. Mężczyzna, którego nigdy nie widziała trzymał nóż przy szyi Eleny, która była blada jak ściana. Krzyczał do kogoś, ale ledwo mogła zrozumieć, co, bo facet mówił z brytyjskim akcentem, który utrudniał jej zrozumienie najprostszych słów. W tle słyszała słowa, których kompletnie nie rozumiała, były one mieszanką łaciny i francuskiego. Babcia zawsze jej powtarzała, że jest niezwykła, magiczna, tak jak wszyscy z ich rodu, ale zawsze myślała, że to tylko dziwne gadanie staruszki. Przerażenie nie schodziło z jej twarzy.
̶  Przepraszam Eleno, ale muszę wyjść  ̶  zerwała się szybko z kanapy i pognała w kierunku drzwi nie wyjaśniając swojego dziwnego zachowania. Chciała jak najszybciej znaleźć się w domu babci. Brwi Eleny uniosły się. "To chyba nie jest mój dzień"  ̶  powiedziała do siebie. Ponownie została sama, dom ogarnęła cisza. Odchyliła głowę do tyłu głośno wzdychając. Czy już zawsze jej życie będzie tak wyglądało? Liczyła się ze zmianami, ale nie takimi. Jej mózg zaczął pracować bardziej intensywnie, łączyć wątki. Skoro Damon i Stefan są wampirami, to może Bonnie też jest czymś o czego istnieniu Elena słyszała tylko w bajkach z dzieciństwa. Nic już nie było takie jak dawniej. Perspektywa patrzenia na świat zmieniła się w zaledwie kilka godzin. Natłok myśli spowodował u dziewczyny potworny ból głowy, nie była fanką alkoholu, ale dzisiaj potrzebowała się napić. Wstała, zarzuciła na ramiona skórzaną kurtkę i wyszła. Ruszyła wzdłuż swojej ulicy, kierowała się do Mystic Grill, w którym zawsze przesiadywało dużo znajomych. Nie była tam odkąd dowiedziała się, że jej rodzice wylądowali w szpitalu. Z pewnością jej osoba wzbudzi sensację, ale miała to gdzieś, bo wiedziała, że w sobotnie wieczory Matt tam pracuje i będzie miała okazję z nim porozmawiać. Dzisiaj już po raz drugi przemierzała ulice miasta, ale było o wiele chłodniej, jednakże znowu czuła się obserwowana. Nie znosiła tego uczucia, zwłaszcza, gdy panował już zmrok. Czuła się jak w horrorze, ale nie zamierzała się odwracać tak jak bohaterowie, na których zawsze krzyczała mimo, że wiedziała, że jej nie usłyszą. Po prostu to było oczywiste, że zaraz coś im się stanie, więc sama wolała nie ryzykować i szybkim krokiem szła w stronę centrum. W oddali widziała już neonowy napis z nazwą baru. Był sobotni wieczór, a na mieście nie było żywej duszy. Żywej. Kto wie, czy nie przechadzała się tu jakaś martwa, niewidzialna osoba. Skoro istnieją wampiry to może i duchy. Dla Eleny teraz wszystko mogło być możliwe. Wampiry, duchy, wilkołaki i reszta magicznych stworzeń pojawiających się w bajkach, baśniach i legendach. Znowu o tym myślała, a że chciała jak najprędzej od tego uciec pociągnęła za klamkę i weszła do Mystic Grill. W pomieszczeniu panował zaduch, w powietrzu unosiły się opary alkoholu, słychać było głośne rozmowy, śmiech i wołanie kelnerów. Zanim zrobiła kolejny krok nabrała powietrza w płuca i wyprostowała się. To było jej pierwsze wyjście. Od miesiąca nie pojawiła się w szkole, a tu nagle pokaże się z kieliszkiem w ręku, ale jakoś trzeba zacząć, może nie najlepiej, ale lepsze to niż siedzenie w czterech ścianach. Dumnym krokiem przechodziła między ludźmi, którzy stali i lekko kołysali się w rytm muzyki. Kątem oka widziała, że rówieśnicy oglądają się za nią, a następnie szepczą coś swoim towarzyszom na ucho. Liczyła się z tym, ale nie obchodziła ją to, była przyzwyczajona do tego, że ludzie o niej mówili. Tylko teraz nie chciała być postrzegana jako ofiara, nie oczekiwała niczyjej litości, bo dzisiejszy wieczór miał być dla niej rozpoczęciem nowego rozdziału w życiu, więc nie zastanawiając się podeszła do baru, za którym stał chłopak z blond czupryną, Matt.
̶  Elena? Co ty tu robisz?  ̶  zapytał zdziwiony, ale jednocześnie szczęśliwy. Nigdy nie chciał wyciągać jej na siłę z domu, wiedział, że kiedyś sama postanowi wyjść i zacząć żyć dalej.
̶ Cześć, dziś jest ten dzień, ale potrzebuję wspomagacza  ̶ powiedziała z lekkim uśmiechem, a wypowiadając ostatnie słowo ułożyła palce jakby właśnie trzymała w nich kieliszek. Matt bez zbędnych pytań postawił przed nią kieliszek i nalał tequili. W barze przebywali też dorośli, ale nikt nie przejmował się, że część pijących osób jest niepełnoletnia, dlatego młodzież tak często i licznie tutaj przychodziła. Właściciel baru nie miał pretensji dopóki interes się kręcił, a policja nie wpadała z wizytą.
̶  Proszę. Chyba będziesz miała towarzystwo do picia  ̶  odparł z szerokim uśmiechem widząc w drzwiach Caroline. Po chwili jego uśmiech zniknął z twarzy, gdy zobaczył, że za nią idzie wysoki brunet. Damon Salvatore. Nie znał dobrze żadnego z braci, ale odkąd się pojawili wydawali mu się podejrzani, nie ufał im. Nie potrafił tego logicznie wytłumaczyć, tak mu podpowiadała intuicja.
̶  Kogo?  ̶ zapytała brunetka, ale nie czekała na odpowiedź i od razu odwróciła się w kierunku drzwi. Widząc dwójkę, która idzie w ich kierunku odwróciła się napięcie, podniosła kieliszek i jednym łykiem opróżniła całą jego zawartość. Czuła się teraz nie jak w horrorze, ale jak w głupiej hollywoodzkiej produkcji, w której "przypadki" są zaplanowane i wszystko jakoś ze sobą się łączy. Jedyne pytanie, które powstało w jej głowie to co Caroline robi tutaj z Damonem? Gdy poczuła męską dłoń na swoim ramieniu zrozumiała, że szybko dostanie odpowiedź na jej niewypowiedziane na głos pytanie.
̶  Możemy chwilę porozmawiać? Na osobności  ̶  szepnął Damon do jej ucha, co spowodowało, że dreszcz przeszedł jej po całym ciele. Dziewczyna pokręciła przecząco głową.
̶  Nie teraz. Dlaczego jesteście tu razem?  ̶  odpowiedziała za spokojem w głosie i pokazała Mattowi ruchem ręki, aby napełnił jej kieliszek.
̶  To właśnie chciałem ci wyjaśnić, ale może masz rację. Niebieskooki! Nalej paniom i mi również  ̶  zawołał do Donovana i usiadł na wysokim barowym stołku. Pomiędzy nim a Elenę usiadła Caroline, wolał ją mieć na oku i w razie potrzeby powstrzymać. Blondyn na słowa Salvatore'a zmarszczył brwi, ale mimo to bez słowa zrobił to, co przed chwilą powiedział mu wampir. Trójka stuknęła się kieliszkami i wypili kolejkę. Elena patrzyła na nich podejrzliwe, jak zwykle nie wiedziała, co się dzieje. Czuła się wykluczona przez świat i ludzi. Wypiła niedużo, ale nieprzyzwyczajony organizm odczuł niewielką ilość alkoholu w obiegu, a kolejne dawki spowodowały, że dziewczyna czuła się lekko zamroczona, ale chyba takiego stanu potrzebowała, aby poznać prawdę o otaczającym ją świecie. Oparła głowę na ręce i przyglądała się Damonowi i Caroline. Dziewczyna wydała się jej inna. Blada twarz, sińce pod oczami, a w oczach przerażenie. Wyglądała jakby coś sprawiało jej ból. Pogrążyła się w swoich myślach, była obecna tylko ciałem, a umysł był gdzieś daleko.
̶  Zaraz wrócimy  ̶  powiedział Salvatore, gdy razem z Caroline schodzili z wysokich stołków. Mężczyzna objął ją w pasie i poszli w kierunku tłumu. Elena nie zdążyła przetworzyć tej informacji, a jej towarzysze zginęli już gdzieś między ludźmi. Postanowiła napić się wody i poczekać aż wrócą, miała nadzieję, że za parę minut wszystko się wyjaśni.
   Pragnienie krwi młodej wampirzycy rosło za każdym razem, gdy jej ciało dotykało ciał ludzi. Damon wiedział jak podsycić jej apetyty, specjalnie zabrał ją w zatłoczone miejsce, w którym 3/4 osób zostało pozbawione umiejętności logicznego myślenia, a mimo to sięgali po kolejne szklanki alkoholu. To miało być dla dziewczyny ułatwieniem.
̶  Wybierz kogoś  ̶  powiedział pod nosem brunet, ale słuch Caroline wychwyciłby nawet najmniejszy szmer. Bez słowa zaczęła rozglądać się po barze. Znała tu prawie każdego, a nie chciałaby robić krzywdy swoim znajomym. Nie chciałaby skrzywdzić nikogo, ale nic na to nie mogła poradzić, taka już była wampirza natura i uznała, że musi się z tym pogodzić. Postanowiła, że jej celem musi być osoba, która trzyma się raczej na uboczu, aby nikt nie zauważył jej nieobecności. Jeszcze raz przeleciała wzrokiem po wszystkich twarzach i w końcu znalazła. Niska dziewczyna o kasztanowych włosach stała w kącie opierając się o ścianę, jakby na kogoś czekała, a w ręku trzymała drinka, którego co chwilę sączyła. Caroline uniosła delikatnie podbródek, aby wskazać starszemu wampirowi osobę, którą wybrała.
̶  Dobry wybór. Teraz podejdź do niej, popatrz jej w oczy i powiedz, żeby z tobą wyszła. Spraw, żeby chciała to zrobić. Czekam na zewnątrz  ̶  szepnął jej teraz do ucha, po czym wyszedł z baru.
Blondynka wzięła głęboki oddech i ruszyła w stronę wybranej dziewczyny. Im bliżej niej się znajdowała, tym jej głód rósł. Gdy stanęła z nią twarzą w twarz, przez chwilę patrzyła na nią bez słowa, co spowodowało u dziewczyny zdziwienie.
̶  Mogę w czymś pomóc?  ̶  zapytała lekko zdezorientowana, a wtedy Forbes chwyciła ją za rękę i spojrzała głęboko w oczy, momentalnie jej źrenice się zmniejszyły.
̶  Wyjdziesz teraz ze mną, nie bój się, nic ci się nie stanie  ̶  powiedziała stanowczym tonem, na co brunetka kiwnęła głową, a następnie zaczęły się przeciskać przez tłum aż znalazły się przy drzwiach. Damon tak jak powiedział czekał tuż za nimi. Gdy wyszły na zewnątrz jesienny wiatr rozwiał im włosy, przez co zapach ofiary, szybko doleciał do nozdrzy Caroline. Szybkim krokiem minęli kilka budynków, aby wejść w boczną uliczkę. Nie czekając ani chwili dłużej blondynka postanowiła po raz kolejny użyć nowej umiejętności i zauroczyć swoją zdobycz.
̶  Nie krzycz, nic ci nie będzie  ̶  powiedziała patrząc dziewczynie w oczy, po czym wbiła swoje kły w tętnice. Udało jej się zapanować nad płynącą cieczą, jej organizm ogarniała ekstaza. Nie przestając się żywić, przylgnęła mocniej do ofiary i przycisnęła ją do ściany budynku. Oczy Caroline były ciemne, ale nie było już w nich agresji, lecz zadowolenie. Nic nigdy nie dało jej takiej przyjemności jak pożywienie się. Narastała w niej siła i euforia, chciała coraz więcej. Łapczywie piła krew, która spływała jej po twarzy i pobrudziła jej białą bluzkę, ale nie było w stanie się tym przejmować. Na pewno nie w tym momencie. Bodźce z zewnątrz do niej nie docierały, liczyła się tylko ta gęsta, bordowa substancja, która dawała jej ciału ukojenie.
̶  Wystarczy, Caroline  ̶ syknął Damon i położył swoją dłoń na jej ramieniu, aby dać jej znak, że musi przestać. Jeszcze przez chwilę była przyssana do tętnicy młodej brunetki, ale rozum kazał jej przestać. Wysiliła wszystkie swoje zmysły, żeby mogła przerwać, aż w końcu odsunęła się, a dziewczyna osunęła się na ziemię. Blondynka wytarła dłonią usta i uśmiechnęła się ukazując wszystkie zęby, które były jeszcze we krwi.
̶  Udało się!  ̶  prawie krzyknęła uradowana, że udało jej się powstrzymać. Nie sądziła, że będzie w stanie. Czuła się wtedy tak dobrze.
̶  Cicho, jeszcze ktoś nas usłyszy  ̶  szepnął Damon i przytknął palec wskazujący do ust, ale było już za późno na uciszanie. Oboje zwrócili twarze w stronę ulicy i zobaczyli Elenę, która z przerażeniem patrzy na zakrwawioną przyjaciółkę, a następnie dziewczynę, która zaczęła podnosić się ostatkiem sił.
̶  Co tu się dzieje?  ̶  zapytała, a jej głos drżał. Myślała, że ten dzień nie może być gorszy. Myliła się.
̶  Eleno, wszystko ci wyjaśnimy  ̶ powiedziała Caroline zbyt radośnie niżeli wymagałaby tego sytuacja. Wciąż czuła się niesamowicie, nie tylko dlatego, że zaspokoiła głód, ale także dlatego, że udało jej się powstrzymać.
̶  Co mi wyjaśnicie? Że prawie zabiłaś jakąś dziewczynę? A ty jej na to pozwoliłeś!  ̶  krzyknęła i obdarzyła Damona wrogim spojrzeniem. Nawet nie chciała wnikać w to jak to się stało, że Caroline była jedną z "nich". Była zbyt zdenerwowana i nie byłaby w stanie się uspokoić. Niczego nie szanowała tak bardzo jak ludzkie życie. Zaczyna się je naprawdę doceniać po stracie kogoś bliskiego i nie mogła znieść myśli, że ktoś może żyć kosztem innych. Emocje w niej buzowały nie tylko ze względu na sytuację, ale także przez tequilę, z którą ewidentnie przesadziła. Salvatore zbliżył się do niej, aby ją uspokoić, ale Elena automatycznie zrobiła krok w tył i zmierzyła mężczyznę wzrokiem.
̶  Nic się jej nie stało  ̶  powiedział wskazując na ofiarę.  ̶  Wiem, że trudno ci się z tym pogodzić, ale taka jest nasza natura. Spróbuj zrozumieć.
̶  Wysysacie z ludzi życie, tym razem się udało, ale ile osób zabiłeś w swoim życiu, co?  ̶ zapytała oskarżycielskim tonem, Damon jedynie westchnął i spuścił wzrok. Nie miał nic na swoją obronę, dawno pogodził się z tym czym jest, nie zamierzał rozpamiętywać swojej każdej ofiary. Na początku się tym przejmował. Wystarczyło wyłączyć człowieczeństwo, a wyrzuty sumienia odeszły w zapomnienie. Popatrzył smutnym wzrokiem na Elenę, oboje milczeli.
̶  O mój Boże...  ̶  szepnęła Caroline, która zaczęła przyglądać swoim dłoniom, ubraniom i dziewczynie, która teraz opierała się o ścianę i nie miała siły, aby uciekać. Patrzyła teraz na siebie z obrzydzeniem. Do jej oczu napłynęły łzy. Słowa, które wypowiedziała Eleny ocuciły ją. Mimo, że nie zabiła czuła się jak morderca.
Damon odwrócił głowę w stronę blondynki, która zaczęła szybciej oddychać i w wampirzym tempie zabrał ją i zniknęli. Elena poczuła tylko powiew wiatru, który zostawili za sobą.
    Stefan siedząc w celi rozmyślał o przeszłości, chociaż w niektórych momentach nie był pewien, czy są to wspomnienia, czy dzieje się to naprawdę. To przez zbyt dużą dawkę krwi jego umysł wariował i potrzebował więcej krwi. Głód doprowadzał go do szaleństwa, na początku głód przerodził się w agresję, ale teraz nie miał nawet siły wstać. Czuł, że wysycha, tak bardzo potrzebował teraz krwi. Pustym wzrokiem patrzył się na drzwi i liczył na to, że jego brat w końcu go wypuści, bo ile może go tu trzymać? Tydzień? Dwa? Czekanie i myśli go wykończą. Wszystko związane z Katherine do niego wróciło. Pamiętał ją doskonale. Kręcone brązowe włosy, idealna cera i to, co kochał najbardziej - czekoladowe oczy, w które mógł patrzeć godzinami. Była niewinna, a jednocześnie kusiła. Przypominał sobie chwilę, kiedy pierwszy raz powiedział jej, że ją kocha. Uśmiechnęła się do niego, w jej oczach było widać radość, ale nic nie odpowiedziała. Spuściła wzrok jakby była zawstydzona, ale uwielbiał to.
̶  Puk, puk!  ̶  powiedział wysoki mężczyzna, czym wyrwał Stefana z zamyślenia. Salvatore spojrzał w stronę krat, sam nie wiedział, czy to dzieje się naprawdę czy to jego kolejna halucynacja.
̶  Kim jesteś?  ̶  zapytał niepewnie.
̶  Jestem Klaus. Mikaelson  ̶  odpowiedział dumnie i otworzył drzwi. Z uśmiechem wszedł do celi, a na ziemię rzucił torebkę z krwią, którą Stefan od razu złapał i zaczął pić. W zastraszająco szybkim tempie opróżnił worek.
̶  Czego chcesz?  ̶  odparł czując jak jego organizm się regeneruje.
̶  Nic się nie zmieniłeś, Rozpruwaczu  ̶  odpowiedział z brytyjskim akcentem podkreślając ostatnie słowo, na które Stefan aż się wzdrygnął. Nie miał pojęcia skąd mężczyzna zna jego najmroczniejsze oblicze. Powoli wstał, cały czas próbował jakoś połączyć wątki. Coś sprawiało, że Klaus wydawał mu się dziwnie znajomy, ale gdyby go znał, na pewno by go pamiętał. Klaus zauważył zmieszanie na twarzy Stefana.
̶  Chodźmy na górę, bo to miejsce wpędza mnie w...morderczy nastrój. Wszystko ci opowiem, przyjacielu  ̶  zapewnił z uśmiechem na ustach i mężczyźni wyszli z celi, po czym kierowali się na górę. Światło oślepiło Stefana, gdy wyszli z piwnicy. Przebywał w ciemności dobę, przynajmniej tak mu się wydawało, zasłonił dłonią twarz i oboje przeszli do salonu. Mikaelson zachowywał się jakby kiedyś już tu był, jakby znał rozkład całego domu. Od razu podszedł i nalał sobie oraz Salvatore'owi bourbona, który stał za kanapą, a następnie oboje usiedli.
̶  A więc?  ̶  zapytał skonfundowany przyglądając się towarzyszowi.
̶  Miałby ci za złe, gdybyś nie słyszał o najpotężniejszej istocie na ziemi, ale w takich okolicznościach jakie zaistniały, wybaczam  ̶  mówiąc to zaśmiał się, a twarz Stefana ani drgnęła.
̶  Jakich okolicznościach?
̶  Zaraz wszystko sobie przypomnisz. Był rok 1920, mieszkałeś wtedy w Nowym Orleanie i spotykałeś się z Rebeką, moją siostrą. Prawie codziennie wychodziliście razem, bawiliście się całe noce wraz z przyjaciółmi. Nie brakowało alkoholu, muzyki i małych przekąsek, które umilały wam każdy wieczór. Do czasu, gdy pragnienie krwi nie stało się twoją zgubą. Bardzo nie chciałem, aby przez głupotę kogoś takiego jak ty nasza wspólna tajemnica wyszła na jaw, ale trzymałem się na uboczu. Rebekah nie raz mi proponowała, abym wyszedł z wami, jednakże wolałem, żebyś mnie nie znał. Czekałem na moment, w którym straciłbyś kontrolę przy mojej młodszej siostrze. Może nie jest ona osobą miłosierną, ale ma duży szacunek do ludzi, mimo wszystko. W momencie, gdy oderwałeś tamtej kobiecie głowę, przeraziłeś ją, dlatego musiałem to zrobić. Musiałem chronić moją siostrę. Zauroczyłem cię i na drugi dzień nie było śladu po Stefanie Salvatore. Rebekah rozpaczała jak po każdym ze swoich kochanków, ale przywykłem do tego, zaraz pojawił się nowy i ból po waszym rozstaniu minął.
Stefan pokiwał głową, ale mało z tego rozumiał. Pamiętał Rebekę i wszystko, co się między nimi wydarzyło, wiedział, że miała braci. Nie przypominał sobie tego, który teraz siedział obok niego.
̶  Nie mogłeś mnie zauroczyć  ̶  wydusił w końcu z siebie, na co Klaus odpowiedział uśmiechem i spojrzał głęboko w jego oczy. Źrenice mężczyzn się zmniejszyły.
̶  Przypomnij sobie wszystko, przyjacielu  ̶  powiedział stanowczym głosem, a przed oczami Stefana pojawiły się urywki z tamtej nocy. Z nocy, w której poznaje Klausa, karze mu opuścić miasto i zapomnieć o tym, że ich spotkanie kiedykolwiek miało miejsce. Od tego momentu wszystko w głowie wampira zaczęło nabierać sensu.
̶  Mam rozumieć, że czegoś chcesz?  ̶ zapytał prosto z mostu. Na tyle ile miał do czynienia z rodziną Mikaelsonów, domyślał się, że Klaus nie przyjechał do Mystic Falls bezinteresownie.
̶  Pomocy. Doszły mnie słuchy, że byłeś na diecie, ale znowu wróciłeś do starych nawyków, a że mam pewną sprawę do załatwienia w okolicy, mógłbyś mi się przydać  ̶  uśmiech nie schodził mu z twarzy, co powoli zaczynało denerwować młodego Salvatore'a.
̶  Niby czemu miałbym ci pomóc?
̶  Czy to, że jestem pierwotną hybrydą i mogę zadać ci śmiertelne ugryzienie, które tylko moja krew może uleczyć będzie wystarczającą motywacją?  ̶  odpowiedział pytaniem na pytanie. Dzięki temu, że był hybrydą jego życie było proste, był najpotężniejszą istotą na ziemi i wykorzystywał to na każdym kroku. Jad wilkołaka dawał mu przewagę nad wampirami, a szybkość i nieśmiertelność nad wilkołakami.
̶  Zależy o co prosisz  ̶  westchnął.
̶  O Elenę Gilbert.

________

Hej, w końcu nowy rozdział! Miałam trochę roboty w ostatni weekend, bo w tym tygodniu pisałam próbne matury, ale w każdej wolnej chwili pisałam ten rozdział, z którego jestem zadowolona. Teraz rozdziały będą ukazywać się najprawdopodobniej, co dwa tygodnie. Jeśli znajdę więcej czasu, to może szybciej, ale różnie może być.  Dziękuję za ostatnie komentarze, naprawdę bardzo mnie motywują, więc liczę na to, że każdy kto przeczyta zostawi po sobie ślad komentujący nie tylko fabułę, ale również poprawność.
Już dziś życzę Wam wesołych świąt!

PS.Jeśli chcesz, żebym informowała Cię o nowych rozdziałach, napisz pod tym postem KLIK

   

11 komentarzy:

  1. Bardzo dobrze mi się czytało ten rozdział. Caroline się pożywiła, więc wszystko będzie z nią w porządku, no oprócz poczucia winy.
    Pojawił się Klaus, więc będą kłopoty, coś tak podejrzewam!
    Czekam na następny, życzę weny i wesołych zbliżających się świąt!
    Zapraszam również do siebie: http://wild-forcee.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, dużo się dzieje. Bonnie zaczyna mieć przebłyski swoich mocy, a Elena dowiaduje się, że Caroline jest wampirzycą. Już to pisałam, ale naprawdę strasznie jej współczuję. I znowu pojawił się Klaus. Zastanawia mnie, jak Stefan mu pomoże i czy mu pomoże.
    Pozdrawiam,
    Sparks ;*

    http://essence-of-spark.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Siemka :-)

    Rozdział naprawdę wyszedł Ci fajny i długi <3
    Jestem ciekawa co będzie dalej z bohaterami. Zżera mnie ciekawość.
    I co z ta Bonnie będzie dalej. Masz dużo powiązań z serialem, ale chyba jeszcze mnie zaskoczysz :-*

    xxx

    OdpowiedzUsuń
  4. Zastanawia mnie wizja Bonnie jest bardzo ciekawa cieszę się,że pojawił się Klaus którego ubustwiam nie jestem zadowolona z tego,że Carolinne się pożywiła myślam,że wybierze śmierć chciałabym żeby Elena też miała swój sekret żeby była wikiem nie chcę żeby Klaus poznał Carolinne nie wyobrażam ich sobie jako pary pozdrawiam wesołych świąt

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział jest jak zwykle ujmujący i cudowny ;)
    Przepraszam, że ostatnio nie komentowałam, ale nie miałam niestety czasu. Woedz jednak, że jestem na bierząco z rozdziałami :)
    Ciekawy wątek z wizją Bonnie, coś czuję, że skończy się to źle, bo na pewno Klaus macza w tym palce. No i ciekawi mnie reakcja Stafana. Zastanawiam się, czy zgodzi się pomóc Klausowi, przez jego "amok krwi". Zobaczymy co wymyślisz :)
    Damon jak zwykle uprzejmy i pomocny, choć tak naprawdę wszystko go nudzi <3 ale takiego go kochamy :*
    Współczuję Elenie tych wszystkich nowości i sekretów, ale wierzę, że dzielnie z tego wyjdzie :)
    Tak więc do następnej i wesołych oraz spędzonych w rodzinnym gronie świąt :*
    #Aleksandre

    OdpowiedzUsuń
  6. W końcu się wzięłam za komentowanie :D Miałam nawał nauki itd. Do tego książki. Och, one zabierają cały mój czas. Jak ja kocham czytać :3
    Co do rozdziału. Podoba mi się : ) Ten rozdział jak i poprzedni :) I mam nadzieję, że rozdział kolejny pojawi się szybko :D
    Klaus. Lubię tego wampirka, chociaż często pokazuje kły. Ale i tak go lubię, no co? :D Ale jak pojawił się Klaus, to pojawi się też mnóstwo kłopotów.
    No nic, pozostaje mi tylko czekać :)

    Pozdrawiam,
    s.w.e.e.t.n.e.s.s
    [http://amnesia-life.blogspot.com/]

    OdpowiedzUsuń
  7. Zajebiste opowiadanie *.*
    Przepraszam za słownictwo :)
    Bardzo przyjemnie się czyta i widać, że masz lekkie pióro. Masz talent do pisania Fan Fiction. Super opisy. Genialne postacie. I czego chcieć więcej?
    W skrócie :
    Najlepsze opowiadanie na świecie :)
    Zapraszam też do mnie ( dopiero zaczynam) : three-meters-above-the-sky.blogspot.com
    never-not-say-never.blogspot.com
    i-am-not-your-fucking-princess.blogspot.com
    Buziaczki :**
    Olivka :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS Prosiłabym o informowanie na obojętnie którym blogu :)

      Usuń
  8. Witaj!
    Rozdział długi i bardzo dobry. Razi mnie jednak to, że myślniki w dialogach raz są krótkie, a raz długie. No i raz jest spacja, a raz nie ma. Ona powinna być. Są to błędy, które chyba każdy kiedyś robił. Ja także. Tak to już jest z tymi dialogami.
    Przechodząc do treści, jak mówiłam, bardzo mi się podobało. Elena w dość przeraźliwy, dla niej, sposób dowiedziała się czym stała się Caroline. Dobrze, że był tam Damon, przynajmniej ktoś ją kontroluje. Nic dziwnego, że Ell postanowiła sobie wypić. Dużo się dzieje w jej życiu. No i, nie tylko w niej, bo u Bonnie także.
    I znów Klaus! Chodzi mu o Elenę. Chce ją skrzywdzić? Czy to on jest osobą, która trzymała nóż w wizji Bonnie? Tyle pytań, tyle pytań. Czekam na ciąg dalszy!

    Pozdrawiam, CM Pattzy
    http://at-your-command.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem, wstawialam je na szybko i mogłam pominąć myslniki, ale gdy będę mieć wolna chwile jeszcze raz przejrze każdy rozdział i będę wprowadzać wszelkie poprawki :)
      Wiele wątków niedługo zacznie się wyjaśniać, musze w końcu zabrać się porządnie za kolejny rozdział, bo po raz pierwszy mam cztery wersje i nie wiem, która będzie najlepsza.

      Usuń
  9. Cześć. Zostałaś nominowana do Liebster Award. Wiem, że nie każdy się w to "bawi", jednak ja wyróżniłam Twojego bloga;) Więcej u mnie, na:
    http://at-your-command.blogspot.com/p/liebster-award.html

    Pozdrawiam, CM Pattzy!

    OdpowiedzUsuń